Artykuły, felietony mojego autorstwa. Moją pasją jest sport we wszelkiej formie. Piszę o tym co mnie bawi, wzrusza i doprowadza do szewskiej pasji. Piętnuję absurdy współczesnego sportu. Tenis, piłka nożna, sporty zimowe i wiele innych dyscyplin.
Blog > Komentarze do wpisu

Clijsters - Henin: uwertura do Australian Open, po prostu kosmos!

Fantastyczny, niezwykły, niezapomniany, po prostu poezja. Można się rozpływać nad poziomem finału w Brisbane, w którym Justine Henin i Kim Clijsters dały światu tenisowy spektakl, jakiego nie było od 2007 roku. A to dopiero początek wielkich emocji, bo za chwilę Australian Open. Tenis kobiecy narodził się na nowo, choć bohaterki będą te same!

Clijsters odniosła 11. zwycięstwo w 23. spotkaniu z Henin i zdobyła swój 36. tytuł. Tenisistka z Bree w ubiegłym sezonie w znakomitym stylu wróciła do tenisa w trzecim starcie wygrywając US Open. Kilka dni po triumfie rodaczki oficjalnie swój powrót ogłosiła Henin. W grudniu rozegrała trzy pokazowe mecze wszystkie wygrywając bez straty seta: z Flavią Pennettą, Kirsten Flipkens i Nadią Pietrową. W swoim pierwszym występie w WTA Tour po 20-miesięcznej nieobecności w drodze do finału pokonała Pietrową, Sesil Karatanczewą, Melindę Czink (straciła jedynego seta) i Anę Ivanovic.

Już w pierwszym gemie obie Belgijki dały próbkę swoich nieprzeciętnych możliwości. Toczone w zawrotnym tempie wymiany kończone były wygrywającymi piłkami wzdłuż linii czy po krosie. Na kombinację dwóch bekhendów Clijsters Henin odpowiedziała wspaniałą akcją: bekhend, forhend i smecz. I tak ten mecz wyglądał od początku do końca. Obie zawodniczki notowały mnóstwo kończących uderzeń, stosowały różne kombinacje uderzeń i toczyły wyniszczające wymiany nie unikając też wycieczek do siatki.

Po wygraniu własnego podania po grze na przewagi Clijsters niespodziewanie przełamała Henin do zera. Justine jednak wyrównała na 2:2. Omal nie wypuściła z rąk czwartego gema (prowadziła 40-0, a potem musiała bronić break pointa), ale w końcówce uratował ją dobry serwis. W szóstym gemie przy stanie 15-40 Henin obroniła dwa break pointy, w tym drugiego asem, ale przy trzecim popełniła podwójny błąd serwisowy (w sumie w całym meczu miała ich 11, Clijsters też niewiele lepiej, bo dziewięć).

Po wygraniu własnego podania Clijsters prowadziła 5:2. W ósmym gemie triumfatorka ubiegłorocznego US Open miała pierwszą piłkę setową, ale Henin obroniła ją głęboko rotowanym serwisem. Dziewiątego gema Clijsters rozegrała jednak koncertowo, obie zawodniczki podrywały kibiców z krzesełek wspaniałą, efektowną grą. Kapitalna akcja z bekhendem wzdłuż linii, stop-wolejem forhendowym i dwoma drajw-wolejami dała Kim prowadzenie 30-0. Po chwili wysokim lobem zmusiła Justine do lekkiego odegrania i precyzyjne minięcie bekhendowe dało jej trzy setbole. Wykorzystała pierwszego z nich (a w sumie drugiego). Henin zagrała znakomity return bekhendowy i ostry forhend przy siatce, ale Clijsters popisała się cudownym bekhendem prosto pod nogi rodaczki.

W drugim secie Clijsters prowadziła już 4:1 z podwójnym przełamaniem, po tym jak piątego gema Henin zakończyła podwójnym błędem serwisowym. Dwukrotna mistrzyni US Open jednak na pewien czas straciła animusz, nerwy dały znać o sobie i przestała trafiać w kort. Dodatkowo jak natchniona zaczęła grać Henin, u której obok bekhendu coraz lepiej funkcjonował forhend. W efekcie Justine wygrała pięć gemów z rzędu broniąc po drodze trzech break pointów i doprowadziła do trzeciego seta.

Decydującą partię lepiej zaczęła Henin, która wygrała trzy pierwsze gemy. Ten emocjonujący mecz nie mógł się jednak tak szybko skończyć. Clijsters zaczęła mozolnie odrabiać straty i wyrównała na 3:3. Ostatnia piłka w szóstym gemie była jedną z wielu, jakie kibice mogli nagrodzić owacją na stojąco. Zawodniczki wdały się w wymianę drop-szotów, aż w końcu Henin nie złapała piłki na odpowiednim pułapie i wyrzuciła poza kort drajw-woleja forhendowego. Justine ponownie odskoczyła na dwa gemy, ale to nie był koniec meczu.

Clijsters zaliczyła przełamanie powrotne, po tym jak Henin posłała smecza w siatkę. W 10. gemie emocje sięgnęły zenitu. Wyrzucony przez Kim bekhend dał jej rodaczce dwie piłki meczowe. Przy pierwszej Henin się zagotowała i potężny return forhendowy posłała w siatkę (takie ryzykowne zagranie przyniosło jej pierwszy punkt w tym gemie). Drugiego meczbola Clijsters obroniła wygrywającym serwisem. Po chwili był już remis 5:5, bo Henin najpierw minimalnie wyrzuciła krosa forhendowego, a następnie zepsuła kolejny return.

Kolejne dwa gemy wygrały zawodniczki serwujące, więc o losach meczu zadecydował tie break. Decydującą rozgrywkę znacznie lepiej rozpoczęła Clijsters, która prowadziła już 5-1, po tym jak zaserwowała pierwszego w meczu asa i to z drugiego serwisu. Bekhend wzdłuż linii pozwolił Henin odrobić stratę mini breaka. Przy stanie 5-3 Clijsters błyskawicznie zagranym returnem zaskoczyła rodaczkę i ta wpakowała bekhend w siatkę. Fantastycznym returnem bekhendowym Henin obroniła pierwszego meczbola. Jak grają te dwie Belgijki to nie mogło zabraknąć kontrowersji. Taka też była przy drugim meczbolu, kiedy po bekhendzie Clijsters został wywołany aut. Wydaje się, ze piłka była styczna, ale w tym turnieju nie obowiązuje system Sokolego Oka umożliwiający sprawdzenie śladu. Przy trzeciej piłce meczowej Clijsters zdecydowała się na karkołomne zagranie. Do drop-szota bekhendowego (pierwszego, jaki zagrała w tym meczu) spokojnie dobiegła Henin i odebrała forhendem po ciasnym krosie. Kiedy już Justine wyrównała na 6-6 popełniła podwójny błąd serwisowy. I wreszcie wygrywającym forhendem wzdłuż linii przy czwartym meczbolu Clijsters zakończyła to elektryzujące widowisko.

W całym meczu, który trwał dwie godziny i 24 minuty, był idealny remis, zarówno jeśli chodzi o wykorzystane break pointy (po sześć), jak i zdobyte punkty (po 109).

Początek sezonu i już taki mecz, który przeciętnego kibica mocno wbił w fotel i pozwolił się poczuć uczestnikiem czegoś nadzwyczajnego, niezapomnianego, co przez pełne 2,5-godziny nie pozwalało oddalić się od telewizora. Tak dobrego meczu w tenisie kobiet nie było od 2007 roku. Gladiatorki wróciły, to była uwertura do tego, co będzie nas czekać w Melbourne Park. W Sydney w II rundzie mogliśmy mieć starcie Justine z Sereną Williams, jednak Belgijka zdecydowała się odpuścić tę imprezę z powodu zapalenia ścięgna. Wiadomo, że to krok profilaktyczny, żeby nie nabawić się jakiejś kontuzji przed Australian Open. Justine wróciła, wie że stać ją już na wielkie rzeczy. W meczu z Clijsters długimi momentami grała swój najlepszy tenis, a nawet powiedziałbym, że to była jeszcze lepsza Justine, od tej którą oglądaliśmy kiedyś. Clijsters grała kosmiczny tenis, a Henin jej dotrzymywała kroku. Te tenisistki po prostu wyprzedzają epokę i nic się pod tym względem nie zmieniło. Dziś rano jeszcze lepiej mogliśmy się przekonać, jak ubogi, szarny i ponury był kobiecy tenis bez nich. Ale teraz znowu będzie jasno i kolorowo, po prostu magicznie.

sobota, 09 stycznia 2010, lukasziwanek

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Łukasz Iwanek

Utwórz swoją wizytówkę wyniki na zywo