Artykuły, felietony mojego autorstwa. Moją pasją jest sport we wszelkiej formie. Piszę o tym co mnie bawi, wzrusza i doprowadza do szewskiej pasji. Zawsze szczerze, bez owijania w bawełnę. Tenis, piłka nożna, sporty zimowe i wiele innych dyscyplin.
Blog > Komentarze do wpisu

Mistrzyni zafałszowanych winnerów

Agnieszka Radwańska w sobotę znalazła się w centrum tenisowego świata. Miliony ludzi przed telewizorami i tysiące na trybunach podziwiało triumf finezji i sprytu krakowianki nad siłą Maszy Szarapowej.

W finałowym meczu z Maszą Isia była skałą nie do przejścia. Rosjanka popełniła blisko 50 niewymuszonych błędów, ale wynikało to z faktu, że krakowianka znakomicie przewidywała ruchy Szarapowej. Polka wszystkie piłki przebijała, nawet takie które lądowały na linii. Masza miała bardzo niewiele okazji do kończenia piłek ze środka kortu, bo Agnieszka nieustannie zmieniała tempo wymian, grała głęboką piłką i zatruwała głowę byłej liderki rankingu bezlitosnymi krosami i głównie forhendowymi slajsami. Mało zwrotna Rosjanka często zmuszona była atakować z nieprzygotowanych pozycji, bo już nie miała cierpliwości dłużej przebijać. Tak jak z Venus, tak i z Maszą nietuzinkowa, najlepiej ze wszystkich tenisistek wykorzystująca geometrię kortu Agnieszka doprowadziła do autodestrukcji przedstawicielkę siłowego tenisa. Fakt, że posiadająca jeden z najlepszych returnów na świecie Szarapowa nie była w stanie jej przełamać ani razu pokazuje, że z tym serwisem Isi jest coraz lepiej, choć zdarzają się i takie mecze jak z Bartoli, w którym przełamanie goniło przełamanie. Nie oznacza to, że nagle serwis wyparowała tylko po prostu taki dzień, a jak wiadomo w tenisie kobiecym szczególnie wiele zależy od dyspozycji dnia.

Utożsamiający tenis tylko z ilością winnerów szydzą z tego, że Isia w meczu z Szarapową zanotowało ledwie sześć kończących uderzeń celowo pomijając fakt, że krakowianka pełnym taktycznych pułapek tenisem wymusiła na Rosjance mnóstwo błędów. W wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Tomek Wiktorowski powiedział, że Agnieszka "w środowisku uchodzi za ekspertkę od zafałszowanych winnerów". Co z tego, że rywalka na koniec wymiany najczęściej zdoła jeszcze dotknąć piłkę czubkiem rakiety skoro zapędzona przez łamiącą rytm kombinacją długich i krótkich piłek i do tego jeszcze po przekątnej i wzdłuż linii Agnieszkę w kozi róg nic nie jest w stanie z tym zrobić.

Jak napisała wysłanniczka L'Equipe Radwańska jest "odmianą Woźniackiej, sto razy mądrzejszą". I z tym można się zgodzić. Radwańska przebija z głową i fantazją znakomicie dopasowując się do stylu gry rywalki. W tenisie Woźniackiej chodzi wyłącznie o to, by przebić piłkę na drugą stronę, a że Dunka potrafiła to robić z niespotykaną wcześniej regularnością to przez tak wiele miesięcy znajdowała się na szczycie rankingu. Gdyby trzeba było Isia w meczu z Maszą częściej by popisywała się akcjami przy siatce i drop-szotami, bo zawsze ma w głowie plan B, C, D, a nawet E, ale nie musiała tego nadużywać. Wystarczyło zmuszać Rosjankę do biegania od narożnika do narożnika, ale by czynić to skutecznie przez pełne dwa sety trzeba wykazać się niezwykłą dojrzałością i być pewnym swojej gry. Isia, która urodziła się ze specjalnym refleksem i instynktem cichego killera, dorosła już do zdobywania wielkich szczytów i pierwszy z nich zdobyła w sobotę.

Wiele osób nie zgadza się z moją opinią odnośnie życiowej formy Agnieszki. Opieram ją na tym, że na tak wysokim poziomie, tak mocna mentalnie i tak rzetelna i dokładna przez tak długi okres czasu jeszcze nigdy nie była. Ale to, że teraz jest w życiowej formie nie znaczy, że tej życiówki nie może poprawiać. To tak jak z biciem życiowych rekordów w biegach sprinterskich, skoku w dal czy w pływaniu. To, że Isia obecnie jest na pułapie, na jakim wcześniej nigdy nie była oznacza tylko tyle, że musi pracować jeszcze ciężej, by wznieść się na jeszcze wyższy poziom. Przecież w życiowej formie w swojej karierze można być nie raz, nie dwa i nie trzy, wszystko zależy od tego czy sportowiec na pewnym poziomie uzna, że osiągnął już szczyt swoich możliwości, czy przez cały okres trwania kariery będzie doskonalił swój warsztat i poprawiał życiówkę. Czasem może się wydawać, że życiowa forma osiągnęła kulminację, ale wiara i upór w dążeniu do celu powodują, że to dopiero początek drogi do sławy. Isia od sierpnia zdobyła pięć tytułów Premier, zwieńczeniem tych nadzwyczajnych miesięcy był w sobotę triumf w prestiżowym Sony Ericsson Open. Co powiem jeśli krakowianka wygra wielkoszlemowy turniej? Powiem, że osiągnęła kolejny szczyt i znów jest w życiowej formie. Wiadomo, że tak różowo nie będzie cały czas i Agnieszka będzie odpadać w I czy II rundach turniejów. Tak w przeszłości było i będzie w przyszłości, może nawet już niebawem, czego oczywiście jej nie życzę. Trzeba być jednak tego świadomym, bo rywalizacja jest olbrzymia (do tego to odmiana tenisa, który jest zmienny jak kobieta) i nie da się grać przez cały sezon na podobnie wysokim poziomie, a przynajmniej takie przypadki zdarzają się rzadko. Skoro Polka jest w formie w jakiej nigdy nie była, to wiadomym jest, że gdzieś ten słabszy moment musi się przytrafić, oby był jak najbardziej oddalony w czasie.

Isia doskonale wie, że przed nią jeszcze wiele rzeczy do poprawienia, by ta życiówka nie była ostatnią w jej życiu. Drugi serwis, moc uderzeń, bieganie po linii końcowej i do siatki - w tych wszystkich elementach Polka robi postępy, ale jest tutaj jeszcze sporo do zrobienia. Inteligencja jest seksowna - tak francuska L'Equipe zatytułowała relację z finału Sony Ericsson Open pisząc, że to najsprytniejszy tytuł Agnieszki. Nie mam wątpliwości, że nasza specjalistka od zafałszowanych winnerów korzystając ze swojej zabójczo pięknej inteligencji zwali z nóg jeszcze nie jedną siłaczkę i unicestwi wiele agresywnych wampirzyc. Zyska sławę i nieśmiertelność jako specjalistka od wydmuchiwania szkła rakietą, która "kroplę roztopionego płynu zamienia w piękny wazon", jak napisał znany specjalista Peter Bodo po meczu z Venus. Bo tylko Isia z niczego, polegając na swojej wyobraźni i intelekcie, potrafi wydmuchać niezwykłe kształty.

wtorek, 03 kwietnia 2012, lukasziwanek

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Anita, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/04/04 13:22:21
A i tak jak będzie miała słabszy moment, bo wiadomo, że taki nadejdzie, to wielcy specjaliści i fani z Polski stwierdzą, że nigdy nie była dobrą zawodniczką, wszystko to przypadek, kupa szczęścia i wreszcie wraca, gdzie jej miejsce...

PS. I pomyśleć, że kiedyś nie przepadałam za nią. To chyba dzięki Tobie mi się odmieniło. A, Tomek W. też swoje zrobił. ;)
-
2012/04/04 13:57:38
fajny tekst, a do mojej poprzedniczki rzekne sobie, no no pani Anito, to moze pani lubi Tomka , a nie Agnieszke:)
-
2012/04/04 14:07:04
jeszcze jedno, sadze ze w tensie ktory sie gra niemal przez caly rok, trzeba starac sie byc caly czas w dobrej formie, jak najlepszej, bo rozne zbiegi okolicznosci ktore towarzysza wszystkim raz lepsze raz gorsze powoduja ze trzeba byc caly czas gotowy do ataku, aby do maksimum wykorzystywac te sprzyjajace i to zrobila Radwanska w Dubaju, w Miami
bym to porownal ze zdobywaniem szczytow w wysokich gorach, gdzie sie czeka na odpowiednia pogode aby zaatakowac szczyt,
-
Gość: Anita, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/04/04 17:42:33
Tomka też bardzo lubię. :) Ale bardziej chodziło o fakt, że nie jeździ z nią na turnieje ojciec, bo nigdy nie ukrywałam, że go nie lubię.
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Łukasz Iwanek

Utwórz swoją wizytówkę wyniki na zywo